Sławomir Andrzej Zakrzewski

- lider ruchu Suwerenność Narodu Polskiego.

Powyższe zdjęcie z sierpnia roku 2005 jest kwintesencją postawy Sławka.  Bohater tej strony ciągnie wózek z Warszawy do Częstochowy, na którym jedzie namalowany przez jednego z kolegów portret prymasa Stefana Wyszyńskiego.  Ledwie  4 miesiące wcześniej (6 kwietnia 2005 r.) umarł Jan Paweł 2, któremu wbrew zasadzie 5-letniego oczekiwania już po miesiącu rozpoczęto proces beatyfikacyjny pod naciskiem tłumu wołającego "Święty natychmiast!".  Cała Polska zalewa się  łzami po stracie  umiłowanego rodaka - nawet postkomuniści z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim na czele i rządem Leszka Millera, który ogłosił 6 dniową żałobę narodową!  Zakrzewski powinien zatem  iść z obrazem papieża,  a idzie z podobizną Prymasa Tysiąclecia.

Sławomir Zakrzewski wie o prymasie i o papieżu dużo więcej niż przeciętny Polak. Wie, że ten pierwszy na spotkaniach w Kraśniku mówił do robotników, by związki zawodowe były złożone z Polaków, a o Lechu Wałęsie wypowiadał się: " Kiedy przychodzi do mnie na Miodową, wydaje się, że mnie słucha, ale gdy wyjdzie - słucha Kuronia i Geremka."  Pamięta też, że z kolei Karol Wojtyła ręka w rękę z postkomunistami wpychał Polskę do Unii Europejskiej, a współczesnych Żydów uczynił "starszymi braćmi w wierze", podczas gdy powinni być młodszymi, skoro judaizm talmudyczny powstał później niż chrześcijaństwo.

Sławkowi nie straszne odciski na rękach i bąble na stopach, ani to, że drogi nie wytrzymują nawet opony - co kilka dni pękają. Choć jest duszą kilkunastoosobowej grupy, zawsze sam wykonuje najtrudniejszą, brudzącą i nieraz niebezpieczną pracę.  Tak było od  wielu lat i jest do dziś. Ludzie w jego otoczeniu się wykruszają - jednym brak wytrwałości, innym zdrowia. Jednak on ciągle trwa przy idei obrony Polski i inspiruje nowe zadania. 

Nic o nim nie słyszałeś? Nie dziw się. Takich osób telewizja nie pokazuje, a już na pewno nie pozwala im powiedzieć więcej niż jedno zdanie.  Media głównego nurtu wspomną co najwyżej jako o wariacie, by zrazić na odległość. To przyczyna, dla której założyłem tę stronę, a także przyczyna tego, że w styczniu 2025 r. Sławek zdecydował się ubiegać ... o fotel prezydenta Polski. Jak to, on? Robol, murarz? Zwariowany pomysł!  Wielu kandydatów  dysponuje zapleczem tysięcy działaczy partyjnych i setkami tysięcy, jeśli nie milionami złotych.   On zaś może liczyć na wsparcie  kilkunastu najbliższych przyjaciół, niemajętnych jak i on. Nie o sukces wyborczy tu jednak chodzi, a o przekazanie Narodowi kilku ważnych prawd.

Po co?  Ponad dwadzieścia lat temu, kiedy mimo naszych wysiłków Polska  w roku 2004 została wessana do Unii Europejskiej, porzuciłem starania o lepszą, niepodległą Ojczyznę,  Społeczeństwo dało się otumanić lejącej się zewsząd propagandzie, złapało się na najróżniejsze dopłaty niczym rybka na haczyk.  Sławek, przeciwnie niż ja, nie zaprzestał działalności. Reagował na wszelkie poczynania polityków. Poznał wielu z bliska. Rok temu rozmowa z nim pozwoliła mi zrozumieć, że przed oczami nieświadomego społeczeństwa rozgrywa się teatr.  Może i inni otrzeźwieją podobnie do mnie.

Aby zarejestrować komitet wyborczy danej osoby należało do 24 marca 2025 r. zebrać 1000 podpisów. Stawała się ona wtedy  "kandydatem na kandydata". Aby zatwierdzono ją jako faktycznego kandydata,  trzeba było do 4 kwietnia przedłożyć Państwowej Komisji Wyborczej aż 100 000 podpisów.  Każdy z tych kroków stwarzał kolejne możliwości dopuszczania do mediów.  Niestety siły nasze okazały się za słabe nawet do zarejestrowania komitetu.   Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy poparli naszego kandydata. 

Od początku kampanii wyborczej,  czyli 15 stycznia, do 24 marca kilkadziesiąt osób przysłało zebrane podpisy pocztą. Podpisy składano też przy namiocie. W dniu 24 marca  posiadaliśmy ich łącznie prawie 1000.  

Aby w przewidzianym czasie 109 dni zebrać 100 000 ważnych podpisów, każdego dnia  należało zdobyć około 1000. My na 1000 potrzebowaliśmy ponad dwu miesięcy.  Sto tysięcy podpisów to zatem szklany sufit dla tak małego ruchu jak nasz. 

Nikt z nas nie może czuć się winnym klęski. Mrówka nie może sobie zarzucać, że przegrała ze słoniem. Powinna raczej się zastanowić jak  urosnąć.
artykuł aktualizowano 18 kwietnia 2025 r.

Wiesław Kruczała